W pustyni i w puszczy - streszczenie szczegółowe - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Bohaterowie weszli do pięknej, zielonej dżungli. Bohaterowie mijali stada pasących się antylop, zebr, żyraf. Nie bali się jednak – mieli w swej karawanie Kinga. Staś postanowił, że będą kierować się na wschód do jeziora.

Karawana podróżowała bardzo wolno, z uwagi na białe godziny, czyli czas największego upału i przymusowego odpoczynku. Pewnego dnia natknęła się na murzyńską wioskę dzikich, w której sprytny Kali przedstawił Stasia jako Wielkiego Pana – władcę słoni zabijającego lwy piorunem (strzelbą), a Nel jako Dobre Mzimu (bóstwo, bożek) do Wielkiej Wody, oznajmiając, ze podróżują wszyscy do Jeziora Bassa-Narok, w którym zamieszkuje naród Kalego. Przekonał Murzynów, by padli na twarz przed bóstwem, za co otrzymają z wdzięczności deszcz, wiatr, obronę przed napaścią oraz by złożyli dary dla Mzimu (mleko, miód, kurze jaja). W przeciwnym wypadku na ich wioskę spadną klęski.
Wszystko układało się dobrze do momentu, gdy z chaty na uboczu wsi dobiegł ich piekielny hałas, przypominający wycie wilka. Wojownicy poderwali się z ziemi, chwycili dzidy. Powstało zamieszanie, wszystkich ogarnęła panika. Krzyczano Nasze Mzimu. Wystraszony Kali powiedział do Stasia: – Panie, to czarownik zbudził złe Mzimu, które boi się, że je ominą ofiary, i ryczy ze złości. Uspokój, panie, czarownika i złe Mzimu wielkimi darami, albowiem inaczej ci ludzie zwrócą się przeciw nam. Chłopca ogarnął gniew na myśl o chciwości czarownika i przy pomocy Kinga zdemaskował intrygę. Okazało się, że Kumba nie był czarownikiem, lecz złodziejem, który oszukiwał swój lud przez wiele pór dżdżystych i suchych (czyli lat). Za karę skazano go na banicję.

W wiosce urządzono zabawę na cześć dzieci, a Kali w zamian Stasia uczynił braterstwo z królem M’Rua, czyli zjadł z władcą wątrobą zabitego koźlęcia.

Karawana ruszyła dalej. Po drodze mijała kolejne wioski. Jedne leżały obok siebie, a inne oddalone o dwa dni drogi. Wszystkie otaczało szerokie ogrodzenie dla ochrony przez atakiem lwów. Było ono spowite pnączami i z daleka wyglądało jak dziewiczy las. W każdej wiosce karawanę przyjmowaną jak u M’Ruy. Na początku nieufnie, potem za sprawą opowieści Kalego – z podziwem i czcią. Wielkiemu Panu, Władcy Słonia i Piorunów i Dobremu Mzimu składano pokłony i dawano dary za odwiedziny w wiosce. Kali zawsze musiał już bratać się z królem, zjadając wątrobę koźlęcia umazaną krwią kolejnego władcy.

Jadąc dalej, podróżnicy przeszli góry i wąwozy, aż w końcu weszli na podgórze, gdzie mieli groźne spotkanie z wobo – rodzajem kota, który chciał zabić Nel, a którego unieszkodliwił Staś. Gdy martwego potwora zobaczył Kali, twierdził, że nigdy żadnemu Murzynowi nie udało się go zabić: – „Lew ryczeć w nocy i nie przeskoczyć przez częstokół, a wobo przeskoczyć w biały dzień i zabić dużo Murzynów w środka wsi, a potem porwać jednego i zjeść. Od wobo włócznia nie obroni ani łuk, tylko czary, bo wobu zabić nie można.”

Karawana szła dalej w kierunku jeziora. W czasie postoju dzieci cały czas kleiły latawce i wypuszczały je na wiatr. Staś, obok napisów angielskich i francuskich, dodawał arabskie. Chciał mieć pewność, że jak najwięcej osób odczyta ich wołanie o pomoc. Bardzo się ucieszył, gdy pewnego dnia Kali oświadczył, że rozpoznaje po łańcuchu gór na wschodzie swe rodzinne okolice. Oznaczało to, że jechali w dobrym kierunku. W końcu dojechali do wioski Kalego, pomogli narodowi Wa-hima w walce z Samburu. Po odstawieniu Nel i Mei do Lueli (tzw. bezpieczne miejsce), Staś zgodził się pomóc. Czarnoskóry kompan chłopca w bardzo krótkim czasie przyprowadził około trzystu wojowników Wa-hima rozgonionych po okolicy przez oddziały Samburu. Staś zgodził się stanąć na czele małej armii i wyruszył z wojownikami na odsiecz królowi Fumbie. Dzięki pomysłowości Tarkowskiego wojna zakończyła się sukcesem Wa-hima, którzy wygrali bezapelacyjnie bitwę pod górą Boko. Samburu przegrali sromotnie to starcie. Ich król Mamba poległ na polu bitwy. Podobny los spotkał również króla Fumbę, a jego następcą został Kali (jego syn). Nowy władca ze swoim narodem otaczali Stasia i Nel wielką, wręcz boską, czcią. Gdy dziewczynka drzemała, nowy król zakazał swoim podwładnym głośno mówić pod groźbą pozbawienia języka.

Bohaterowie szykowali się do marszu w kierunku oceanu. Staś wiedział, że ta wyprawa będzie najtrudniejsza z dotychczasowych, dlatego rozpoczął intensywne i żmudne przygotowania. Samburowie żyjący po drugiej stronie jeziora Bassa-Narduk uprzedzili go, że zanim dotrą do oceanu będą musieli przejść pustynię. Nie słyszeli jeszcze o przypadku, by komukolwiek udała się ta sztuka. Królowie Faru i Kali powierzyli Stasiowi po stu swoich najlepszych wojowników. Chłopiec nauczył czterdziestu z nich posługiwania się bronią palną. Ta grupa żołnierzy miała stanowić przyboczną gwardię Nel. Bohater nie mógł doczekać się reakcji Anglików, gdy ci dowiedzą się, że wraz z dziewczynką przeszedł niemal całą Afrykę bez zapasów żywności, wody, sprzętu, tragarzy i wojsk, z pomocą tylko dwóch osób – Kalego i Mei. Próbował wyobrazić sobie ich minę, gdy zobaczą go na słoniu w otoczeniu małej armii dwustu murzyńskich wojowników.

Po trzech tygodniach żmudnych przygotowań Staś w końcu dał sygnał do wymarszu. Karawana liczyła ponad dwieście osób (dwustu wojowników, Staś, Nel, Kali, Mea i Nasibu, a także kilkadziesiąt kobiet niosących wodę i przysmaki dla Nel). Po dziesięciu dniach od wymarszu weszła na równinę. Rozpoczęły się problemy z wodą. Kraj stawał się bardziej suchy. Staś wiedział, że wkroczyli na bezwodną pustynię, o której opowiadali mu Samburowie. Murzyni wystraszyli się kurczącymi zapasami wody pitnej. Niektórzy z nich uciekali z karawany.
Dni mijały, a karawana wciąż podążała na wschód. Z czasem zmęczenie i pragnienie dawały się podróżnikom coraz bardziej we znaki. Na szczęście natrafili na rzekę, dzięki której mogli się odświeżyć i uzupełnić zapasy wody. Staś zachwycony tym miejscem rozkazał rozbić obóz i zarządził dwudniowy odpoczynek. Gdy wyruszyli ponownie w drogę słońce prażyło jeszcze mocniej, a po drodze nie było już ani drzew akacjowych ani antylop gnu, co wskazywało na zupełny brak wody. Z nieba lał się żar, a wszystko wokół wydało się wręcz białe od nadmiaru oślepiającego światła. Ludzie poszukiwali cienia gdzie tylko się dało. Niektórzy z nich składali swe pakunki z jedzeniem w jeden wielki stos, a następnie kładli się pod nim w nadziei, że choć trochę się ochłodzą. Nel wyglądała coraz mizerniej. Konie i słoń szły powoli, ledwie poruszając nogami. Staś zarządzał zasobami wody. Co kilka godzin każdy z podróżnych mógł napić się kilka łyków, lecz to nie wystarczyło – ktoś ukradł całe zapasy wody. Okazało się, że byli to dwaj nieuczciwi czarownicy M’Kunja i M’Pua. Ich uczynek był wyrokiem śmierci dla całej karawany.

Mimo prób odnalezienia źródeł wody, wszyscy podróżnicy cierpieli straszne katusze, a przecież musieli iść naprzód, aby uciec od sępów czyhających na ich śmierć. Staś cały czas w głębi serca miał nadzieję, że po drodze natrafią na chociażby jedną kałużę, z której będą mogli zaczerpnąć nieco wody. Wa-himowie i Samborowie mówili „po cóż mamy iść naprzeciwko śmierci, kiedy ona sama do nas przyjdzie.” Karawana wyruszyła, lecz o połowę mniej liczna niż poprzedniego dnia. Staś starał się najlepiej jak tylko potrafił dbać o Nel. Ze swoich zapasów wody „na czarną godzinę”, które trzymał w małej gumowej flaszce, zagotował dla niej herbatkę. Nie odważył się powiedzieć towarzyszce, że woda całkowicie się skończyła. Od trzech dni nie miał nawet kropli w ustach. Jego stan był coraz gorszy. Przed oczami widział czerwone plamy, szczękę miał boleśnie zaciśniętą, suche i piekące gardło, a także spuchnięty język. Następnego dnia upał był jeszcze gorszy… Konie padały, a King stawał się coraz bardziej nerwowy i zły.

Nadeszła gwieździsta noc. Podróżnicy leżąc w całkowitej ciszy czekali na śmierć. Nel głośno dyszała, szeptała prosząc Stasia o wodę. Chłopiec nie potrafił jej pomóc w męczarniach.

Sam cierpiał z powodu gorączki. Miał przewidzenia, omamy, słyszał głosy. Wstał i próbował gdzieś pobiec, ale padł na ziemię nieprzytomny. Podbiegł do niego Saba i zaczęła głośno szczekać i wyć. Chłopca otrzeźwił niespodziewany chłodny powiew wiatru ze wschodu. Pies chwycił Stasia za ubranie zaczął odciągać w przeciwną stronę od obozu. Chłopiec oprzytomniał i pomyślał, że może podmuch wiatru przyniósł ze sobą zapach ludzi, który poczuła Saba. Staś resztką sił wrócił do obozu, odnalazł racę i wystrzelił ją w górę. Upływały minuty i nic się nie działo. Stracił ostatnią nadzieję. Nagle spostrzegł, że na niebie rozbłysnęła czerwona wstęga światła. Daleko na wschodzie ktoś wystrzelił racę w odpowiedzi na sygnał chłopca. Staś z całych sił krzyknął do śpiących w obozie ludzi: Ratunek! Półmartwi Murzyni podnieśli się na równe nogi i zaczęli biec w kierunku czerwonej poświaty. Co jakiś czas niebo rozbłyskiwało czerwonym światłem kolejnych rac. Rozlegał się również huk wystrzałów. Staś rozkazał Murzynom by otworzyli ogień z karabinów i strzelali w górę tak długo, na ile starczy im naboi. Staś z Nel wsiedli na konia i popędzili przez równinę ku zbawczym odgłosom. Za nimi pędziły Saba i King. Dwa obozy dzieliła odległość zaledwie kilku kilometrów. Ratownicy i ratowani spotkali się w połowie drogi. Staś rozpoznał wśród zbawców kapitana Glena i doktora Clarge’a.

W obozie oficerów panowała radość. Dzieci zostały nakarmione, napojone i przebrane. Szybko zasnęły i nie obudziły się przez cały następny dzień, podobnie jak reszta karawany. Obydwaj panowie nie kryli zdziwienia wyczynem dzieci: samodzielnie przeszli przecież dżunglę i bezwodną pustynię. Cały czas mieli w pamięć obraz, jak Staś stanął przed nimi z karawaną, słoniem, końmi, namiotem, żywnością i bronią.

Trzeciego dnia karawana obu oficerów wyruszyła w drogę powrotną do Mombassy. Kali, choć bardzo chciał, nie pojechał dalej. W Egipcie byłby tylko sługą. Musiał wrócić do swego narodu Wa-hima, ponieważ był jego królem. Pełniąc tę funkcję, mógł rozszerzać i utwierdzać chrześcijaństwo, uczynić ze swego narodu dobrych, cywilizowanych ludzi, złagodzić „dzikie” obyczaje. Podczas pożegnania Kalego zapanowała rozpacz. Przecież dzieci przeżyły ze sobą dobre i złe chwile, szczerze się pokochali. Zapłakany Murzyn leżał długo u stóp białych przyjaciół.

Dwaj oficerowie z dziećmi i karawaną w drodze wysłali depesze do pana Rawlisona i pana Tarkowskiego z informacją, że za miesiąc dotrą do Mombassy z ich dziećmi. Prosili, by odebrali tam swe pociechy.
Podczas drogi Staś i Nel opowiadali kapitanowi i doktorowi o swych egzotycznych, niebezpiecznych przygodach, a kapitan Glen poinformował ich o śmierci proroka Mahdiego, którego pokonał zawał serca. Władzę po nim przejął Abdullah.

Radości w Port-Said po otrzymaniu depeszy od oficerów nie było końca. Ojcowie nie mogli uwierzyć, że ich dzieci żyją. Pan Rawlison zaraz po porwaniu wyprawił do Sudanu mnóstwo karawan w poszukiwaniu dzieci. Z kolei pan Tarkowski w przebraniu Araba dotarł aż do Chartumu, lecz niczego się tam nie dowiedział, ponieważ ludzie zginęli w wyniku ciągłych rzezi i z głodu. Wówczas ojcowie stracili nadzieję na odszukanie dzieci. Żyli tylko wspomnieniami. Obaj posiwieli i schudli. Pocieszali się wiarą, że spotkają się z dziećmi po śmierci, w wiecznym życiu.

Otrzymawszy depeszę ojcowie wraz z panią Oliwier natychmiast wyruszyli wielkim parowcem, płynącym z Indii do Mombassy. Chwila pojednania była niezwykle szczęśliwa. Wszyscy padli sobie w ramiona, radości nie było końca. Zdecydowali się na powrót do Suezu francuskim statkiem. Podczas podróży dzieci opowiedziały ojcom wszystko to, co spotkało ich w ciągu ostatnich miesięcy w czasie wędrówki przez pustynię i puszczę.

Pan Rawlison po powrocie do Port-Said wyjechał z córką na stałe do Anglii. Z kolei jego kolega – pan Tarkowski – wysłał syna do szkoły w Aleksandrii. Dzieci pisały do siebie codziennie listy.
Staś ukończył naukę w Egipcie, potem studiował na politechnice w Zurychu, gdzie zdobył dyplom i pracował przy robotach tunelowych w Szwajcarii.

Po dziesięciu latach pan Tarkowski podał się do dymisji i wyjechał z synem do Anglii, na zaproszenie przyjaciela. Uczestnicy dawnej wyprawy spotkali się pierwszy raz od rozstania. Nel ukończyła właśnie osiemnaście lat, a Staś dwadzieścia cztery. Pan Rawlison ze spokojem oddał rękę ukochanej córki swemu przybranemu „synowi”. Para wzięła ślub i zamieszkała w Anglii aż do śmierci ojca Nel. Potem bohaterowie zdecydowali się wyjechać w podróż do Egiptu. Okazało się, że państwo Mahdiego i Abdullaha już dawno runęło, a na jego miejscu nastąpiła, jak to mówił kapitan Glen – Anglia. Młodzi prosto z Kairu pociągiem pojechali do Chartumu, korzystając z udogodnienia cywilizacji. Potem parowcem udali się do Faszody i ponownie koleją do Mombassy. Nie zastali jednak kapitana Glena i doktora Celarego, ponieważ obydwaj przenieśli się do Natalu. Wędrówka nie okazała się daremna – Staś i Nel odwiedzili Kinga, żyjącego pod troskliwą opieką angielskich władz w Mombassie. Słoń natychmiast poznał Tarkowskich i Sabę, mimo tych wszystkich lat. Gulgotał radośnie na widok starych przyjaciół. Poza tym młodzi dowiedzieli się, że Kali cieszył się dobrym zdrowiem, dobrze władając swym narodem pod angielskim protektoratem. Podobno sprowadził misjonarzy, którzy wśród dzikich szczepów rozpowszechniali chrześcijaństwo.

Staś i Nel po dalekiej podróży i odgrzebaniu wspomnień z przeszłości wrócili do Europy. Z ojcem mężczyzny wyjechali do Polski, gdzie osiedlili się na stałe, wiodąc szczęśliwe i spokojne życie.


strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Streszczenie W pustyni i w puszczy
2  Ekranizacje W pustyni i w puszczy
3  Spotkanie ze słoniem - opis przygody



Komentarze: W pustyni i w puszczy - streszczenie szczegółowe

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 



2018-08-12 19:24:02

moze jak bym przeczytala wiecej niz 10str. cos bym wiedziala a tak to to nic nie wiem. poprostu czytam na marne. Tak mi sie nie chce tego czytac ze szok. :-)


2013-10-16 19:09:35

Moja nauczycielka dała mi to na lekture do poniedziałku mieliśmy przeczytac całą książkę przez 2 tygodnie.! I dostałam dwie jedynki za to z enie przeczytałam i za prace na lekcji . Poprawiłam to na 5- Danke ! : * bezbłędnee.!


2013-10-15 10:49:14

Dzięki wielkie przydało mi się te streszczenie jak nie wiem co. W ogóle jest całkiem ciekawe ale dobrze, że szczegółowe bo tak to nie napisałbym tego na 4. Jeszcze raz dzięki za te streszczenie, bo pomogło mi naprawdę jestem zadowolony z tego;)


2013-10-14 18:15:57

To streszczenie jest tylko pomocą. Nie ma sensu czytać samego streszczenia, kiedy nie przeczytaliśmy książki. Ja przeczytałam ją w 3 dni (nie jeden raz), i wiem z niej wszystko. Ta książka jest po prostu WSPANIAŁA. Najpierw trzeba przeczytać książkę, a potem czytać streszczenie (szczegółowe bądź ogólne). Polecam tę książkę, bo to wspaniała książka!


2013-10-03 17:08:43

ale super streszczenie !! Jutro mamy sprawdzian więc wziełam się w garść i zaczełam czytać już mam 9 i kończę już nią :D hehe Dzięki za streszczenie ! jeszcze raz dzięki




Streszczenia książek
Tagi: